WSPOMNIENIE ŚW. JANA PAWŁA II

„Moje drogie Siostry!

(…) Otóż chciałbym, przy tej dzisiejszej okoliczności, przede wszystkim wyrazić moją radość z tego, że jesteście na świecie. Bogu dzięki, że jesteście! I kiedy mówię: „Bogu dzięki” — to w tym jest wezwanie do modlitwy o to, żebyście były, żeby was było jak najwięcej. Nie chcę tego zbyt ilościowo ujmować. Już na Jasnej Górze mówiłem o tym, jakie jest znaczenie waszego powołania. I ze względu na jaką treść, na jaką wartość, Kościół nie może być bez was, nie może żyć pełnym życiem bez was. Nie może być do końca czytelnym znakiem — a Kościół jest znakiem — bez was! Jesteście tak głęboko wpisane w ten znak Kościoła tutaj na ziemi, znak zbawienia wiecznego, znak powołania człowieka, które ma swój zbawczy wymiar doczesny i eschatologiczny zarazem — tak głęboko jesteście w to wpisane, że nie może was nie być. Bardzo nieszczęśliwe są kraje, w których was nie ma. Pomyślcie o tych krajach, o tych narodach, w których was, przynajmniej jawnie, nie ma. Bardzo się módlcie za te kraje i za te narody. I także módlcie się za te siostry, które tam są, chociaż w sposób nie zawsze jawny i nie zawsze na zewnątrz widzialny. (…)

Chciałbym w związku z tym powiedzieć coś na temat przenikania się w waszym życiu tych dwóch profilów ewangelicznych, które się zarysowały w pobliżu Chrystusa, mianowicie profilu Marii i profilu Marty. Czasem wydaje nam się, że te profile zostały przede wszystkim rozdzielone, że Maria to była ta, która siedziała u stóp Pana Jezusa i słuchała, co On mówi, i wybrała lepszą cząstkę, a Marta to była ta pokrzywdzona, która się troskała i której Pan Jezus powiedział, że jednak Maria wybrała lepszą cząstkę. Myślę, że w powołaniu waszym oba te profile muszą się spotykać, przenikać i dopełniać. Powołanie nawet najbardziej kontemplacyjne jest także powołaniem Marty, jeżeli sobie zdamy sprawę z tego, że ten, a raczej ta, która bardziej jest odłączona od spraw zewnętrznych, od „doczesności”, tym większe ma wobec tej doczesności zobowiązania natury kontemplacyjnej, natury modlitewnej. Tym większą musi przeżywać troskę o ludzi żyjących poza jej kręgiem, poza jej klauzurą. Musi bardzo być Martą ta kontemplacyjna Maria.

A z kolei znowu ta Marta, ta, która się „troszczy i frasuje około bardzo wiela” (por. Łk 10, 41), czasem koło tego, żeby nie przypaliły się ziemniaki albo mleko, albo koło tego, żeby ministranci w parafii nie chodzili w potarganych komeżkach… Otóż ta z kolei, ta właśnie Marta, żeby była w pełni tym, kim ma być jako siostra zakonna, jako osoba poświęcona Bogu wyłącznie, jako oblubienica Chrystusa, musi w tym wszystkim być Marią. I nieraz bywa Marią, może czasem i bardziej niż ta Maria z pełnej kwalifikacji, z pełnego tytułu, z przynależności kontemplacyjnej.

Drogie siostry, pocieszcie się, a zarazem poczujcie się w tym wezwane do pełni, do tej pełni, która jest dwoista. Maria i Marta razem stanowią pełnię waszego powołania. Tylko w różny sposób rozłożone są akcenty. To jest zasadnicza sprawa, którą chciałem wam powiedzieć i wokół której chciałem skupić waszą refleksję po tym naszym dzisiejszym spotkaniu. (..)

Wiem, że niezależnie od tego, czy się z wami spotykam, tak jak w tej chwili tutaj, czy na innych miejscach, czy w czasie audiencji, czy podczas Mszy św., to się z wami i tak zawsze spotykam. Bo wy macie tego ducha, Wy miłujecie Kościół, miłujecie Piotra w jego następcach. Kimkolwiek byłby ten Piotr w swoim następcy, czy też ten następca Piotra, tak samo go miłujecie. Tak wam nakazuje wasza wiara. No więc — nic wam więcej nie mogę powiedzieć, tylko po prostu: Miłujcie! Miłujcie!

Więc, moje kochane siostry: po prostu miłujcie! Miłujcie coraz bardziej. W tym się wszystko zawiera. Owszem, miłujcie z tą myślą, która tutaj została wypowiedziana przez matkę przełożoną, pierwszą, która mówiła. Owszem, miłujcie z tą myślą, ażeby ta niewątpliwie wyjątkowa wizyta miała swój dalszy ciąg w Polsce. W Polsce, w Kościele polskim, w narodzie, w społeczeństwie, w młodzieży, w duszach Polaków — żeby miała swój dalszy ciąg. To znaczy: po prostu módlcie się o owoce tego mojego posługiwania, tego mojego pielgrzymowania. Módlcie się za Kościół w Polsce, za Księdza Prymasa, za Episkopat, za młodzież, o nawrócenie grzeszników. O wszystko się módlcie, bo to się składa właśnie na ten owoc.

Niech te ręce Stwoszowej Bogarodzicy, Stwoszowej Madonny, które tak wspaniale, jak powiedziała siostra, wyrażają obfitość łask, niech te ręce będą stale w waszych oczach. Pomyślcie sobie, każda i pomyślcie sobie wszystkie, że to wy właśnie macie te ręce stale utrzymywać w tym geście dla Polski, dla Kościoła, dla świata współczesnego i dla mnie też!”

Przemówienie Jana Pawła II do sióstr zgromadzonych w kościele Mariackim