Z moim powołaniem to było tak, że ja nigdy nie brałam pod uwagę życia zakonnego. Chciałam założyć rodzinę, mieć dużo dzieci, zostać pielęgniarką- nawet studiowałam 1,5 roku pielęgniarstwo. Ale okazało się, że wszystko to co tak skrzętnie sobie zaplanowałam i próbowałam krok po kroku realizować nie daje mi szczęścia, a wewnątrz czuję jakąś dziwną pustkę, którą próbowałam zapełnić na wiele sposobów, ale nic nie przynosiło efektów. Wtedy właśnie pojawiła się myśl, że może wstąpię do zakonu. Tylko, że ta myśl znowu wydawała mi się moim pomysłem i chciałam ją odrzucić, jednak ciągle powracała. Któregoś wieczoru wybrałam się na Mszę Świętą, nie wiedząc co mam w końcu robić. Usiadłam w ławce i zaczęłam się modlić: „Panie Boże jeżeli Ty tego chcesz, to musisz mi dać konkretny znak, tu i teraz, coś co mnie przekona i da odpowiedź”. Nie sprawdziłam na ten dzień czytań, choć zawsze tak robiłam idąc na Eucharystię. 

Kiedy więc usłyszałam Ewangelię zamarłam, bo usłyszałam słowa mówiące o powołaniu Lewiego (Mk 2, 13-17), z których najbardziej trafiły do mnie te: „nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”. Następnie ksiądz Proboszcz wygłosił homilię, w której odpowiedział na wszystkie moje pytania i wątpliwości. No i dostałam konkretny znak od Boga, ktoś inny może nazwał by to przypadkiem, ale dla mnie była to konkretna odpowiedź i potwierdzenie myśli, która się pojawiła. Pojawiło się jednak drugie pytanie: jaki zakon? Bardzo chciałam jakiś franciszkański. Znalazłam więc odpowiednie w internecie, ale jednak to nie było to i znowu Pan Bóg miał dla mnie inny plan. Natomiast Siostry Betanki znałam od dziecka, bo uczyły mnie religii w szkole, ale poza tym nic więcej o nich nie wiedziałam. Koleżanka ze wspólnoty KSMu, do której należałyśmy namówiła mnie, żeby pojechać z nią na rekolekcje do Częstochowy, które prowadziły Siostry. Będąc tam, mimo, że jeszcze zaprzeczałam, to wewnętrznie czułam, że to jest to miejsce, a pół roku później byłam już w Zgromadzeniu Sióstr Rodziny Betańskiej jako postulantka i z pomocą Bożą trwam do dziś.


s.Edyta CSFB