Każdego dnia, od tak dawna, stajemy przed ołtarzem, by uczestniczyć w tajemnicy Eucharystii. Może stało się to dla nas rutyną, która wynika z logicznego ciągu wydarzeń dnia. A może trudno wykrzesać z siebie iskrę nadziei i wdzięczności za tak wielki dar. Może nie zastanawiamy się nad tym, jak wielkie mamy szczęście, że możemy codziennie przyjmować Jezusa, bo to jest tak oczywiste, że przecież nie może być inaczej. Nie myślimy o tym, że Eucharystię mamy dzięki kapłanom, którym Jezus dał swoją moc.
Jak dobrze, że nasz Założyciel – Sł. B. ks. Józef Małysiak przypomina nam, że „Jezus żyje w kapłanie i przez niego się pomnaża”. To niezwykły dar dla samych kapłanów, ale także dla nas, korzystających z tej łaski na tak wiele sposobów. Jezus czyni człowieka – kapłana, „kanałem”, przez który przekazuje swoje łaski. Daje mu tak niezwykłą moc, że ludzki rozum nie jest w stanie tego ogarnąć.
„Pan Bóg daje moc boską kapłanowi nad Samym Sobą. Wszak w czasie Mszy Świętej przy konsekrowaniu kapłan daje Jezusowi istnienie sakramentalne i staje się jakby twórcą swego Stworzyciela”.
Niezwykłe wyróżnienie i godność przekazana przez włożenie rąk, daje nam dostęp do boskości już tu, na ziemi. I choć niejeden raz słyszymy, że kapłani upadają tak ciężko, warto mieć w pamięci inne słowa naszego Założyciela:
„Żaden anioł, nawet najpotężniejszy nie może rozgrzeszyć, nawet wszechpotężna Matka Boska też rozgrzeszyć nie może. A rozgrzesza kapłan. Czy to nie jest zdumiewający cud?”
I w innym miejscu:
„Kapłaństwo jest cudem. Matka Boża pierwsza po Bogu i wywyższona ponad wszystkie stworzenia, raz tylko wydała na świat Zbawiciela, a kapłan sprowadza Go i ma w rękach swoich ustawicznie”
I choć kapłan to zwykły człowiek, grzeszny jak i my, został wybrany przez Boga do niezwykłych spraw. Gdy zdam sobie z tego sprawę, oprócz wdzięczności, czuję wstyd, że ciągle za mało ofiaruję siebie za kapłanów. Że zbyt rzadko wyrażam im wdzięczność. Że nieraz zbyt słabo staram się być lepsza, a mam odwagę komentować czyny kapłanów. Że moja modlitwa za nich powinna być o wiele bardziej żarliwa i głęboka. Kiedy sobie to uświadamiam, przez łzy wstydu proszę Boga o łaskę bycia „cieniem dla kapłanów”, cieniem, który jest modlitwą za nich.
