Wydaje mi się, że w historii mojego powołania wyróżnić można dwa etapy: czas sprzed podjęcia decyzji i czas po podjęciu decyzji. Podział dość oczywisty 🙂

Pierwsza taka poważna myśl o życiu zakonnym pojawiła się w mnie w drugiej klasie liceum. Pamiętam, że gdy powiedziałam o tym pomyśle koleżance, z którą jeździłam na oazy, ona zapytała, czy już wiem, do jakiego zgromadzenia chciałabym wstąpić. Odpowiedziałam krótko: „To zależy jakie habity będą miały siostry”. Typowe kobiece podejście do życiowej decyzji… 🙂
Zewnętrznie przygotowywałam się do matury, a wewnętrznie bardzo mocno rozwijała się moja relacja z Bogiem – pisałam do Niego listy, czytałam Pismo Święte i pytałam: „Jezu, czy chcesz bym była siostrą zakonną czy lepiej żebym założyła rodzinę?”
Zdałam maturę i jak wszyscy poszłam na studia – germanistyka na UG. Każdego dnia jeździłam do Gdańska z poczuciem w sercu, że robię coś wbrew temu, czego naprawdę pragnę. Wreszcie postanowiłam coś z tym zrobić. Wpisałam w Google hasło rekolekcje powołaniowe i jako pierwsze „wyskoczyły” mi Siostry Betanki. Napisałam, że myślę o życiu zakonnym, one zaprosiły mnie do Lublina i pojechałam. Spontanicznie. I zakochałam się. I wiedziałam, że tego pragnę ja i tego pragnie dla mnie Jezus. I habit mi się spodobał 🙂 Czekałam rok, aż ktoś mi powie, że na serio się nadaję, że sobie poradzę, ale nikt taki się nie znalazł. Bałam się okrutnie, ale już nie mogłam znieść tej tęsknoty za Betanią. I skoczyłam w ciemność…
W Betanii jestem siedem lat, a czuję się, jakbym była tu od zawsze. Drugi etap historii mojego powołania to ciągłe potwierdzanie tej decyzji – potwierdzam ja ale i Jezus stale ją potwierdza. I choć bywa różnie i choć wiatr w oczy wieje czasem naprawdę mocno, to trwam, Jego siłą. I noszę z dumą piękny, betański habit  😀

Wszystkim, którzy słyszą głos Pana w sercu – ODWAGI!! Mamy tylko jedno życie, szkoda je zmarnować na ciągłe wahanie i strach. Warto zaryzykować. Ja nie żałuję.

s. Katarzyna CSFB